Start / Włochy / Trevinano

Trevinano

Sielski klimat i swojskie jedzenie w wiosce zagubionej na pograniczu Lacjum, Toskanii i Umbrii

 

Trevinano, wioska na skale

Pewnego pięknego, wrześniowego dnia jechaliśmy sobie z Chiusi do Orvieto, bocznymi drogami oczywiście, w poszukiwaniu przygód i widoków. Gdzieś na drodze SP50, prawie w miejscu, gdzie stykają się granice Toskanii, Umbrii i Lacjum, naszym oczom ukazał się zadziwiający widok zamku i małej wioski położonych na wysokiej, opadającej prawie pionowo skale.

Panorama Trevinano

Stwierdziliśmy, że Orvieto poczeka, a my musimy znaleźć drogę do tego malowniczego miejsca.

Po chwili debaty nad mapą wytypowaliśmy prawdopodobną trasę wiodącą do wioski (w linni prostej wioska była blisko, ale w tych rejonach Włoch drogi są kręte i pogmatwane).

W końcu udało się. Porzuciliśmy samochód przy głównej drodze i zagłębiliśmy się w malownicze uliczki.

Iliczka w Trevinano

Z górnych uliczek rozciągają się fantastyczne widoki. Z jednej strony horyzont wieńczy wznoszący się stromo zamek La Rocca w miejscowości Radicofani.

Widok na Radicofani

Z drugiej strony, z samego szczytu skały spojrzeć można w malowniczą dolinę.

Widok ze skały

Na wjeździe do wsi natknąć się można na kościółek Matki Boskiej z Dębu i... starsze panie ukryte na ławeczce w cieniu, zajęte plotkami. :-)

Kościół Matki Boskiej z Dębu

Chiesa della Madonna della Quercia, widziana od tyłu po drodze do...

Chiesa della Madonna della Quercia

...ciągnącego się za nią gaju oliwnego.

Gaj oliwny

W kościele parafialnym, na szczycie skały powitała nas za to modliszka, zalotnie przekrzywiając głowę.

Modliszka

Miejscowość to świetne miejsce do relaksu w ciszy i spokoju. Nie zaglądają tu turyści, atmosfera jest bardzo swojska, a widoki przepiękne.

 

Da Gianfranco, czyli gospoda z prawdziwym włoskim jedzeniem

Spacerując po Trevinano w końcu zgłodnieliśmy. Była 12.00, więc niewielka szansa na posiłek we włoskiej restauracji. Trafiliśmy pod gospodę Da Gianfranco, na samym szczycie wsi, gdzie okazało się otwarte.

Wygląd na zewnątrz, jak i wewnątrz nie wzbudzał zaufania. Zaryzykowaliśmy i zagadnęliśmy wiekowego dziadka, drzemiącego za barem. "Obiad dajemy o 13.00" - odparł zaspany. Pomyśleliśmy, że zanim dotrzemy do Orvieto i znajdziemy parking i knajpę, to padniemy z głodu, postanowiliśmy poczekać na obiad. Poszliśmy się jeszcze przejść i wróciliśmy kwadrans przed 13, w nadziei, że ktoś się ulituje, a nawet jeśli nie, to po prostu przynajmniej złożymy zamówienie.

Da Gianfranco

Zasiedliśmy na zewnątrz. Ze środka wydreptał znajomy już dziadek i bez słowa nakrył łuszczący się i wyblakły plastikowy stolik śnieżonobiałym obrusem. Zaczęło robić się cywilizowanie. Później zjawiła się babcia z kartą (jak się okazało nonna, mimo sędziwego wieku była szefową kuchni, dziarsko przerzucającą wielkie gary). Za sprawą cen w karcie byiśmy już pewni, że cywilizacja tu dotarła. Standardowa opłata "pane e coperto" (chleb i nakrycie), pozostałe ceny, jak w centrum Florencji. Za to wybór... Z początku pomyśleliśmy, że większości nie będzie, a jeśli będzie to pewnie są to mrożonki z marketu. W jakimże byliśmy błędzie...

Wybiła 13.00. Nagle, jakby na sygnał, pod knajpkę zaczeły podjeżdżać, osobówki, dostawczaki, skutery i APE (trójkołowe dwusuwy). W ciągu 5 minut gospoda zrobiła się pełna. Ani jednego wolnego miejsca! Wszystkie stoliki nakryte obrusami. I nikt nie wyglądał na turystę, sami miejscowi, witający się serdecznie z gospodarzami. Pojawili się też syn i synowa gospodarzy, do tej pory najwidoczniej pracujący w kuchni.

Wszystkie dania z karty okazały się dostępne. Mogliśmy więc zaszaleć.

Mogliśmy spróbować dzika w sosie cytrynowym (cinghiale al limone). Kruche, pikantne mięsko w aromatycznym sosie z soku i skórki cytrynowej. Do tego świeżutki chlebek.

Dzik w sosie cytrynowym Cinghiale al limone

Pieczone gołąbki. Takie latające (przynajmniej kiedyś, jak miały pióra i łebki). Łza mi się w oku zakręciła - dziadek chodował gołębie i dobry rosołek z gołębia z wkładką mięsną był częstym przysmakiem w dzieciństwie.

Pieczony gołąb

Na deser tiramisu z limoncello. Prawdziwe, zrobione z sercem. Żaden szajsowaty serek wywalony na biszkopty z marketu. Domowej roboty biszkopt, krem na bazie żółtek i serka mascarpone, spora porcja limoncello. Delikatne, puchowe, wyraziste...

Tiramisu

Inny klasyk - panna cotta z owocami leśnymi. Pyszna śmietanka i konfitura domowej roboty.

Panna cotta

Jak widać na zdjęciach, nonna nie pierd..iła się ze stylizacją. Podbijała serca wysublimowanym smakiem i prostotą podania. Cała rodzina uwijała się, jak w ukropie, żeby obsłużyć wszystkich głodnych. Po godzinie z kawałkiem knajpka opustoszała. Dziadek przysnął znów za barem, a reszta rodziny pewnie skryła się w domu na zasłużoną siestę.

Orvieto zwiedziliśmy ekspresowo. Jak się pewnie domyślasz,chcieliśmy zdążyć na kolację do Trevinano.

 

Jak dotrzeć do Trevinano?

Współrzędne centrum to 42°49'21.2"N 11°52'13.5"E. Miejsce do parkowania znajdzie się przy głównej ulicy.